Propertyland – Nieruchomości w sercu malowniczych Beskidów

Propertyland_wybrana_wersja-2-bg-removed

POŚREDNIK VS AGENT

Język polski wszedł jakiś czas temu w zwariowany etap swoistej i pędzącej na łeb, na szyję anglicyzacji, która mówiąc nieco sarkastycznie, kiepsko nam wychodzi. Nie zaskoczyłoby mnie zatem, gdyby Mikołaj Rej przewrócił się w grobie kilka razy, pomstując na tych, którzy za nic sobie biorą jego słynne „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Słuchając reklam telewizyjnych aż się człowiek za głowę łapie z żenady jak szybko nasz rodzimy język wypierany jest z codziennego użytku na potrzeby, jakby na to nie spojrzeć – komercyjne. Przykładów jest mnóstwo, ja pozostanę przy swoim poletku.

Pewnie z powyższego powodu tak często osobę, która pomaga Państwu zbyć lub nabyć nieruchomość nazywa się w Polsce agentem lub agentką (ba!, robi się to częstokroć w specjalistycznych kanałach telewizyjnych), prawdopodobnie dlatego, że wymówienie słowa ‘pośrednik’ lub ‘pośredniczka’ wykracza poza możliwości naszej artykulacji (sic!) albo jest zwyczajnie niemodne (takoż z wyżej wspomnianego powodu nie będę analizował wszechobecnego ostatnio ‘trendy’)[1].

Tymczasem termin ‘pośrednik nieruchomości’ wcale nie brzmi źle, co więcej jest w Polsce jako tako uregulowany. Do tego ‘jako tako’ odniosę się pewnie w którymś z postów, bo to temat rzeka. Otóż Dział V Ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 r, po modyfikacjach z 2013 r, reguluje działalność zawodową w dziedzinie gospodarowania nieruchomościami i mówi, że: ‘Pośrednik w obrocie nieruchomościami (a więc nie ‘agent’) to przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą z zakresu pośrednictwa w obrocie nieruchomościami’ (Artykuł 179a; podkreślenie moje).

W tym samym czasie Słownik Języka Polskiego, języka – który, póki co jeszcze miłościwie nam obowiązuje od Tatr po Bałtyk, definiuje agenta jako: 

  1. przedstawiciela jakiejś firmy, lub
  2. osobę zatrudnioną przez artystę lub pisarza, zajmującą się jego kontraktami, lub
  3. pracownika wywiadu, lub
  4. tajnego pracownika policji lub służb specjalnych, lub
  5. w parapsychologii: osobę przekazującą myśli w eksperymentach telepatycznych.

Na siłę, naginając powyższe opcje i niedoskonałości językowe, tylko w pierwszym punkcie możemy wcisnąć osobę pomagającą nam w procesie sprzedaży lub zbycia nieruchomości, bo zawsze ktoś może powiedzieć, że ów ‘agent’ reprezentuje firmę, dla której pracuje lub którą zarządza. Mnie to jednak nie przekonuje. I pewnie dlatego Szanowne Grono Ludzi (znane lepiej jako Polska Federacja Rynku Nieruchomości), którzy wiedzą, na czym zawód ów polega, nadaje wykonującym go osobom tytuł ‘Pośrednika w Obrocie Nieruchomościami’ (który i mnie przypadł w udziale).

Podobnie jak Rej jestem Polakiem i nie mam kompleksów. Ktoś może nazwać mnie wapniakiem, nie podążającym za (jak widać, nieuniknionym) nurtem zmian (nie wszystkie zmiany wychodzą nam na dobre), ja jednak będę obstawał przy naszych poczciwych ‘pośrednikach’ lub ‘pośredniczkach’ bowiem ta, moim zdaniem, nazwa profesji/zawodu najlepiej ilustruje, po co my właściwie jesteśmy do Waszej, Drodzy Państwo, dyspozycji. 

Pozdrawiam

Piotr Sikora, PROPERTYLAND


[1]. Te same kanały lansują słowo ‘dizajnerskie’ w odniesieniu do mebli czy elementów wystroju, podczas gdy angielskie ‘design’ to zwyczajnie ‘projekt’ i zarówno lampa z sieciówki jak i ta, pochodząca z drogiego butiku, musiały być uprzednio przez kogoś zaprojektowane.